Eurowyprawa na Euroweek

29 października 2015

W tym roku szkolnym naszym hasłem jest Europa. W różnych formach będziemy Europę lepiej poznawać. Będziemy starali się uczyć lepszej komunikacji. Dlatego postanowiliśmy skorzystać z zaproszenia wyjazdu na warsztaty europejskie Euroweek do Międzygórza w Kotlinie Kłodzkiej. Już sama podróż była przygodą. Najpierw samochodem do Gdańska, a potem pociągiem do Wrocławia i stamtąd do Międzygórza. A potem były ciekawe warsztaty z wolontariuszami z różnych państw i kontynentów, niekończąca się lekcja języka angielskiego i poznawanie zachwycającej okolicy w jesiennych okolicznościach przyrody.
Relacje uczniów:
Dzień 1:

25 października spotkaliśmy się obok domu Mateusza Konkel w takim składzie: Mateusz Konkel, Dawid Górski, Dominika Sikora, Mateusz Klinkosz jego starsza siostra Marta i ja. Wyjechaliśmy do Gdańska samochodem, aby stamtąd udać się pociągiem do Wrocławia. W Gdańsku dołączyła do nas pani Halina Klejsa z swoimi uczniami: Michał Damps, Nikola Burchacz, Krzysztof Klejsa, Aleksandra Klejsa, Monika Grubba, Wiktoria Grubba. Do Wrocławia jechaliśmy pociągiem. W Wrocławiu mieliśmy godzinę wolnego więc poszliśmy do McDonalda. Do Bystrzycy Kłodzkiej jechaliśmy autobusem i pociągiem. W Bystrzycy Kłodzkiej poszliśmy do hotelu, zjedliśmy kolację i poszliśmy się rozpakować. Kiedy każdy się rozpakował był czas wolny, ale o 22.00 każdy był w łóżku i spał.

Dzień 2:

Gdy każdy wstał i zjadł śniadanie to wtedy rozpoczęły się zajęcia. Na zajęciach poznaliśmy wolontariuszy, którzy nami się mieli opiekować. Był tam Afroamerykanin, Turek, Włoch i wiele wiele innych. Pana z Włoch uczyliśmy liczyć po polsku, kiedy mówiliśmy trzy to on mówił same rzy, a kiedy się nauczył wymawiać trzy to powiedziałem mu żeby powiedział: w Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie, ale on powiedział po angielsku, że nie umie. Był też Pan Masakra co jedyne słowo które zna po polsku to masakra. Pan Masakra rozdawał autografy na ręce z napisem Masakra. Zajęcia były krótkie ponieważ poszliśmy na wycieczkę do wodospadu. Na wycieczce chodziliśmy po stromych, kamiennych schodach. Przeszliśmy nawet nad wodospadem ponieważ jakiś mądry człowiek wybudował tam solidny most. Po wycieczce był obiad, a po obiedzie zajęcia aż do kolacji. Kiedy każdy zjadł kolację, była króciutka imprezka, a po nim czas wolny do snu.

Dzień 3:

Pobudka była bardzo długa, ale jakoś się obudziłem. Następnie każdy zjadł śniadanie i poszedł na zajęcia, ale niestety zajęcia trwały krótko ponieważ zaplanowała była wycieczka w góry. Na wycieczce szliśmy po pięknym lesie. Była jesień więc drzewa były koloru: pomarańczowego, zielonego, czerwonego, brązowego więc było bajecznie. Kiedy tak szliśmy to pomarańczowy liść klonu walnął mnie w twarz! Na górze był klasztor. Był bardzo, bardzo, bardzo, bardzo piękny widok. Odpoczęliśmy, ale niestety trzeba było zejść ponieważ obiad był za 45 min. Yuu Wi nasza opiekunka miała szpilki więc potrzebowała pomocy przy schodzeniu więc Michał Dampc pomógł jej zejść. Yuu Wi mówiła na niego słodziak. Schodziliśmy wolno, ale i tak zdążyliśmy na obiad. Po obiedzie rozpoczęliśmy zajęcia, które trwały do kolacji. Następnie były zajęcia i impreza. Królem parkietu był Krzysiek. Impreza trwała długo, ale ja poszedłem szybko spać.

Dzień 4:

Wstałem ze smutkiem na ustach ponieważ był to ostatni dzień euroweeku. Poszedłem na śniadanie ciężkimi krokami. Po śniadaniu rozpoczęły się zajęcia aż do obiadu, a po obiedzie robiliśmy zadania, moja grupa wylosowała horror. Mieliśmy fajny horror, ale i tak zajęliśmy 2 miejsce :( . Po przedstawieniu zadań była kolacja a następnie było pożegnanie z opiekunami i każdy wspominał pierwsze dni, wycieczki, zajęcia i prace w grupach. Przed spaniem Dawid- mój współlokator wieczorem zaczął się pakować chociaż na spakowanie miał być następny poranek. Dawid pakował się do 11 wieczorem, a o 10 jest cisza nocna. Na szczęście o 11 30 wieczorem wreszcie zasnąłem.

Dzień 5:

Wstałem szybciej od Dawida i przypomniałem sobie, że są zielone nocki (czyli ostatnia noc na obozach i biwakach, w których robi się kolegom żarciki ) to od razu chwyciłem za pastę i posmarowałem twarz Dawida pastą do zębów. Gdy on wstał to podrapał się po twarzy. a potem w włosach i tak pasta z twarzy powędrowała na włosy. Kiedy Dawid zrozumiał. że ma twarz i włosy od pasty to wskoczył do łazienki. Był strasznie na mnie zły. Gdy Dawid próbował zmyć pastę z twarzy to ja się spakowałem. Gdy on zmył pastę ja się spakowałem to razem poszliśmy na śniadanie. Potem zaczęła się podróż. Jechaliśmy autobusem i pociągiem z przesiadkami do Wrocławia. We Wrocławiu tak jak na początku mieliśmy godzinę wolnego i poszliśmy do tego samego McDonalda. Wracając pociągiem do domu jakaś dziwna staruszka co kilka minut mówiła żebyśmy byli ciszej. Na początku może byliśmy głośno to dlatego nam zwróciła pani uwagę, ale później każdy w telefonie grzebał, z mamą lub tatą pisał, a ona nadal uważała, że jesteśmy za głośno. Masakra. Na szczęście ta pani bardzo szybko wysiadła. Oby nie przez nas. Poza tym wydarzeniem nic ciekawego się nie wydarzyło. W Gdańsku odebrał nas tata Dominiki Sikora i mój ojciec. W domu opowiedziałem rodzicom jak było super. Ta wycieczka była jedna z najlepszych w moim życiu, a trochę ich było.

Jakub Liedtka klasa V

1 dzień.
W niedzielę 25.10.2015 roku o godzinie 04.15 wyruszyliśmy z moją mamą i tatą na dworzec kolejowy, z nami jechała cała nasza klasa i jeszcze dzieci z Głodnicy, ale jechała też Dominika Sikora z III klasy. Jak dojechaliśmy na dworzec kolejowy to poszliśmy z panią Haliną Klejsą na pociąg. Byliśmy podzieleni na przedziały. Gdy dojechaliśmy do Wrocławia to poszliśmy do Mc Donald`s . Potem poszliśmy na kolejny pociąg. i nim jechaliśmy 1,5 godziny. Tam na nas czekał autobus, który jechaliśmy około 15 min. Gdy przyjechaliśmy do Kłodzka było już ciemno, następnie poszliśmy na kolację. Potem zadomowiliśmy się w naszychpokojach i poszliśmy na przywitanie do wolontariuszy.

2 dzień.
Wstaliśmy o godzinie 7.00, ubraliśmy się i poszliśmy na śniadanie. Potem mieliśmy iść pod wodospad, nagle okazało się, że nie idziemy, a potem mieliśmy iść i wreszcie poszliśmy. Był on nie za duży, nie za mały, ale był piękny. Jak wróciliśmy to poszliśmy na obiad. Następnie poszliśmy na zajęcia były, a mieliśmy je aż do wieczora. Były gry, zabawy, reprezentacje krajów, były w nich Turcja, Meksyk, Francja, Włochy i wiele innych . Potem poszliśmy na dyskotekę . Na wieczór umyliśmy się i poszliśmy spać .

3 dzień.
Rankiem wstaliśmy o 07.00 jak zwykle. Zjedliśmy śniadanie i tego dnia mieliśmy iść w góry. Szliśmy tą samą ścieżką co do wodospadu, ale o wiele dalej. Bardzo daleko szliśmy, trzy godziny do małego kościoła w górach. Jak wróciliśmy to mieliśmy kolkę, a najgorsze po tym były schody, mieliśmy wejść, a potem zejść na obiad. Po obiedzie mieliśmy zajęcia i w kółko co 30min.do góry i co 15min.na dół. I tak w kółko. A wieczorem dobrze było się położyć, a ciężko było wstać.

4.dzień
Rano nie mogliśmy wstać, ponieważ po wczorajszym dniu nogi nas bolały. Dziś przyjechała do nas nowa pani z Japoni. I tak cały dzień mieliśmy zajęcia. Na pierwszych zajęciach bawiliśmy się i graliśmy. Po obiedzie mieliśmy zajęcia z panem Antonio, uczyliśmy tego pana mówić po Pplsku. Później mieliśmy zajęcia z tą panią z Japoni do wieczora.

5.dzień
Rano wstaliśmy o 07.00 i poszliśmy na śniadanie, dziś jedziemy do domu. Potem spakowaliśmy się i poszliśmy do autobusu, a potem do kolejnego i pociągiem do Wrocławia. Następnie na obiad do Mcdonal’s. Potem poczekaliśmy 1 godzinę na pociąg do Gdańska. Jak dojechaliśmy do Gdańska było już ciemno. Jak byliśmy to na nas czekali panowie i pojechaliśmy do domów i poszedłem spać.
Mateusz Konkel, klasa IV